Zaopatrzyłam się w końcu w farby akrylowe (nie najwyższej jakości, ale dla mnie, początkującej malarki, wystarczą;). Kupiłam też trzy specjalne pędzelki do farb akrylowych i małą plastikową paletę:
Z przykrością przyznaję, że nie zaopiekowałam się dobrze moim poprzednim aniołkiem . Zrobiłam kolejnego, i jak na sumienną uczennicę nowej dziedziny sztuki, zrobiłam go lepiej;) Najbardziej dumna jestem z rękawków, które zrobiłam przy pomocy zatemperowanego ołówka i z włosów, które "kulgałam" własnoręcznie, choć są na to proste sposoby.
Kilka dni temu zorganizowałyśmy dla naszych ulubionych sąsiadów warsztaty "rzeźbiarsko-lepiarskie", żeby im pokazać, ile zabawy jest w tworzeniu z masy solnej. Udało się - dobrze bawiliśmy się wszyscy, choć mnie nie widać, bo wcieliłam się w fotografa - mało profesjonalnego, bo z kawałkami masy solnej pomiędzy palcami ;))
Aniołek z masy solnej na początku był wysoki, ale już teraz wiem, że nie należy robić całego z masy tylko "wypchać" go zwiniętą folią do pieczenia, żeby nie sechł tydzień i nie osiadł pod ciężarem własnego ciała, tak jak mój. No cóż, wstyd się nie uczyć na błędach, a nie je popełniać;)
Pamiętam z początkowych klas podstawówki, jak robiłam figurki z masy solnej w szkole, a teraz zaczęłam je robić z własnymi dziećmi, ech pędzi ten czas...
Przygotowanie jednej porcji masy solnej to dosłownie chwilka. Przepis, z którego skorzystałam to 1 szklanka mąki pszennej, 1 szklanka soli i pół szklanki wody